System wyborczy w USA

Dziś, 3 listopada 2020 roku, w USA odbywają się wybory ogólne, w których wybierany jest Prezydent USA, reprezentanci do Kongresu, 1/3 senatorów, jak również władze stanowe i lokalne, szeryfowie, prokuratorzy, koronerzy, rady osiedli i szkół oraz przeprowadzane jest referendum krajowe, stanowe i lokalne. W związku z tym chcielibyśmy przybliżyć Wam amerykański system wyborczy – diametralnie różny od polskiego. 

  

Zacznijmy od truizmów. Stany Zjednoczone to państwo federacyjne składające się z 50 stanów. Każdy z tych stanów ma swój własny parlament, wybory do niego oraz różną ordynację wyborcą. Aby móc głosować, trzeba być przede wszystkim obywatelem USA, mieć ukończone 18 lat oraz być zarejestrowanym wyborcą. Tak, w USA, aby móc głosować należy się zarejestrować. W niektórych stanach trzeba dokonywać rejestracji przed każdymi wyborami, w innych co parę lat, a w jeszcze innych rejestracja dokonuje się automatycznie przy wyrabianiu prawa jazdy i jest ona dożywotnia. 

  

Wybory ogólne odbywają się zawsze w pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada. Prawo do głosu w USA można również łatwo stracić. W wielu stanach skazanie przez sąd jest równoznaczne z utratą prawa do głosu. W zależności od stanu niemożność głosowania obowiązuje wyłącznie na czas wyroku, obejmuje dany okres po wyjściu z więzienia lub, jak to ma miejsce na Florydzie, dożywotnio. 

  

Do Senatu USA wybieranych jest 100 senatorów, po dwóch z każdego stanu. Kadencja pojedynczego senatora trwa 6 lat, lecz co 2 lata odbywają się wybory na 1/3 miejsc w senacie. Tym sposobem w Stanach Zjednoczonych senat nie posiada kadencji, jak w Polsce, lecz działa w sposób trwały. Same wybory odbywają się w sposób podobny do polskiego senatu – są to bezpośrednie wybory z Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW), co oznacza, że w danym okręgu głosuje się tylko na jedną osobę, a do Senatu wybierana jest tylko ta, która uzyska najwięcej głosów. 

  

Izba Reprezentantów składa się z 435 osób. Liczba ta nie jest stała i zależy od populacji USA oraz poszczególnych stanów. Każdy stan wybiera różną liczbę reprezentantów, w zależności od swojej liczby mieszkańców. Na jednego reprezentanta przypada, w zależności od stanu, od 200 do 300 tysięcy wyborców. Kadencja trwa zaledwie dwa lata, przez co całkowita zmiana izby niższej Kongresu USA jest dokonywana na początku i w połowie trwania kadencji prezydenta. Reprezentanci są wybierani z JOW-ów, których wielkość odpowiada populacji. Alaska, z racji na niską populację, wybiera tylko jednego reprezentanta, podczas gdy Kalifornia wybiera aż 53.

 

Mapa przedstawiająca USA podzielone na stany; pod nazwą każdego stanu jest liczba elektorów.
Źródło: https://www.270towin.com/

  

Prezydenta USA wybierają elektorzy. Wbrew pozorom i zdrowemu rozsądkowi, głowę państwa i szefa rządu w jednej osobie w USA nie wybierają obywatele, lecz elektorzy. 

„Kto?” – zapytacie. 

Elektorzy, czyli specjalnie wybrani delegaci z każdego stanu. Stan posiada tylu elektorów ilu łącznie wybiera reprezentantów i senatorów, czyli w przypadku Alaski 3, Kalifornii 55, a dla Pensylwanii jest to 20 osób. Elektorzy głosują dopiero 14 grudnia i to oni oficjalnie wybiorą prezydenta USA.  

W takim razie nasuwa się logiczne pytanie: po co ludzie dziś głosują na prezydenta? 

Po to, aby elektorzy wiedzieli na kogo głosować. W większości stanów, lecz nie we wszystkich, elektorzy są zobligowani do oddania głosów na kandydata, który zdobył w ich stanie ponad 50,1% poparcia. Poszczególne stany są liczone jako JOW-y z różną siłą głosu, co prowadzi do wielu absurdów, np. w wyborach prezydenckich w 2016 roku Donald Trump uzyskał ponad 4,4 mln głosów w Kalifornii, lecz ani jeden z 55 kalifornijskich delegatów nie niego zagłosował. Co jest całkowicie normalne i naturalne w USA. Jednocześnie system ten powoduje, że może zostać wybrana osoba, która nie uzyskała większości głosów obywateli w całym kraju, a strategicznie rozegrała głosy delegatów. W 2000 roku George W. Bush i w 2016 roku Donald Trump zostali prezydentami USA, pomimo uzyskania mniejszej ilości ważnych głosów niż ich kontrkandydaci. 

  

Aby jeszcze bardziej skomplikować obraz amerykańskiej „demokracji” musimy napisać o stanach twierdzach i stanach niezdecydowanych. Większość stanów zawsze opowiada się za Demokratami lub Republikanami, i kandydaci mają niemalże 100% pewność, że nich zwyciężą. W stanach twierdzach kampania wyborcza praktycznie się nie odbywa, ponieważ wiadomo, że wszystkie głosy elektorskie Kalifornii trafią dla Demokratów, a w Teksasie – Republikanie. Tak naprawdę o wyborze prezydenta USA decyduje 10 stanów niezdecydowanych, z których największym jest Floryda. To właśnie tam odbywa się kampania wyborcza kandydatów i to one stanowią niewiadomą. 

  

W USA nie istnieje cisza wyborcza, a głosy liczy się na bieżąco, co sprawia, że od lat wyniki wyborów są znane j na kilka godzin po zamknięciu urn wyborczych. W tych wyborach, ze względu na pandemię koronawirusa, liczenie głosów może potrwać nawet do połowy listopada. Jeszcze raz przypomnijmy, że w każdym stanie wybory wyglądają inaczej – w niektórych wszyscy wyborcy mogą opowiadać się za swoim kandydatem drogą listowną, w innych tylko w określonych i uzasadnionych przypadkach. W wielu stanach można oddawać głosy od ponad tygodnia; i tak już ponad 100 mln zostało zebranych.  

  

Amerykański system wyborczy jest daleki od tego, co w Europie nazywamy demokratycznym – jest on pełen kuriozów, do których w tym artykule nawet się nie zbliżyliśmy, ponieważ zmieniłby się on w książkę. Miejmy świadomość różnic i poziomu skomplikowania, a także pamiętajmy – prezydent USA zostanie ostatecznie wybrany dopiero 14 grudnia, przez elektorów. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *