Proces gwiazdy „Hotelu Rwanda”

Dnia 26 sierpnia w niejasnych okolicznościach aresztowany został rwandyjski działacz polityczny i celebryta Paul Rusesabagina.

Paul Rusesabagina zyskał międzynarodową sławę dzięki filmowi „Hotel Rwanda”, bazującemu na jego historii. Hollywoodzka produkcja, która otrzymała nominację do Oscara w roku 2004, przedstawia wydarzenia z roku 1994, okresu ludobójstwa w Rwandzie. Rusesabagina był wtedy menadżerem w hotelu w Kigali, w którym pozwolił się schronić około 1200 Rwandyjczyków z plemienia Tutsi – między nimi była także, odgrywająca istotną rolę w filmie, jego żona Tatiana – tym samym ratując ich od rzezi z rąk występujących przeciw nim Hutu. Podczas całego ludobójstwa zamordowanych zostało około 800 tysięcy Tutsi. Film, będący laurką dla postaci Rusesabaginy, uczynił z niego międzynarodową gwiazdę. W 2005 roku otrzymał najwyższe amerykańskie odznaczenie przyznawane cywilom, Presidential Medal of Freedom, a rok później wywiad z nim przeprowadziła Oprah Winfrey.

Okoliczności aresztowania Rusesabaginy są więcej niż niejasne. On sam w wywiadzie dla „New York Timesa” oświadczył, że został wciągnięty w pułapkę i porwany podczas podróży do Dubaju, skąd prywatnym samolotem miał udać się do Burundi. Zamiast tam wylądował jednak w Kigali, gdzie natychmiast go aresztowano.

Tej wersji wydarzeń zaprzecza prezydent Kagame, stwierdzając, iż „nawet jeśli nie miał takiej intencji [Rusesabagina – przyp. Red.], jego przybycie ma więcej wspólnego z nim samym, niż z kimkolwiek innym”.

W wywiadzie dla BBC córka Rusesabaginy oświadczyła, iż jej ojciec z własnej woli nigdy nie zjawiłby się w Rwandzie. Polityk od lat wraz z żoną i dziećmi mieszkał na terenie Belgii, gdzie ma obywatelstwo. Jego syn natomiast powiedział do dziennikarzy: „Mój ojciec jest otoczony ludźmi, którzy pragną jego upadku, począwszy od uzbrojonych strażników, a skończywszy na adwokatach, udających, że go bronią. On tam prowadzi samotną walkę”.

Rodzina polityka utrzymuje także, iż odmówiono mu wyboru adwokata. Jej słowa potwierdza Amerykanin Peter Robinson, który jest jednym z sześciu zatrudnionych przez nią prawników. Według jego wypowiedzi przebywającemu w Rwandzie adwokatowi odmówiono kontaktu z aresztowanym. Robinson zaapelował także do społeczności międzynarodowej o wywarcie presji na rządzie w Kigali.

Dzieci polityka w rozmowach z mediami przypominały również o jego złym stanie zdrowia. Rusesabagina ma 66 lat, przeszedł chorobę nowotworową, cierpi na choroby układu krążenia i nadciśnienie. Prowadzący proces sędzia Adolphe Udahemuka zapewnia, że oskarżony ma dobrą opiekę medyczną, nie zgadza się także na przewiezienie go do Belgii, o co walczy jego rodzina.

Przed Rusesabaginą postawiono 13 zarzutów, w tym podpalenie, porwanie, morderstwo i najcięższy – terroryzm. Dwa razy odmówiono mu zwolnienia z aresztu za kaucją, jako powód podając groźbę ucieczki. Dnia 5 października najwyższy prokurator Rwandy, odpowiednik polskiego prokuratora generalnego, podjął decyzję o sądzeniu go razem z 18 innymi oskarżonymi.

Zarówno polityk, jak i jego rodzina, tłumaczą, że cały proces jest elementem kampanii rządu w Kigali i samego prezydenta, Paula Kagamego, którego Rusesabagina od wielu lat był regularnym krytykiem. W swojej biografii wyjaśnia, że za rządów Kagamego Rwanda sterowana jest przez usuwającą politycznych oponentów elitę Tutsi, a obywatele Hutu nie mają dostępu do wyższych stanowisk. Oskarża także Rwandyjski Front Patriotyczny, na którego czele stał Paul Kagame, o dokonanie drugiego ludobójstwa, tym razem na Hutu, podczas przejmowania władzy w Rwandzie w 1994 roku. W obawie przed odwetem ze strony wracających do władzy Tutsi z Kagamem na czele, około dwa miliony Hutu emigrowało wtedy głównie na teren Zairu, co doprowadziło o kryzysu uchodźczego, a tysiące osób zmarło w obozach, nękanych przez epidemie. W kolejnych latach rząd w Kigali prowadził także walki przygraniczne z odbudowującymi się siłami Hutu, za cel obierając obozy dla uchodźców, które, utrzymując dawną hierarchię wojskową, stały się główną siedzibą i źródłem rekrutów do nowej armii.

Głównym zarzutem wysuwanym wobec Rusesabaginy jest wspieranie oskarżanej o terroryzm bojówki National Liberation Front (FLN), będącej zbrojnym ramieniem Rwandan Movement for Democratic Change (MRCD), czyli opozycyjnej wobec Kagamego partii politycznej. Do bycia jednym z fundatorów tej ostatniej Rusesabagina publicznie się przyznaje. W swoim adresowanym do rządu oświadczeniu powiedział: „Porozumienie, które podpisaliśmy, tworząc MRCD jako program partii politycznej, zakładało utworzenie zbrojnego ramienia nazwanego FLN. Stworzyliśmy FLN jako zbrojne ramię, nie jako organizację terrorystyczną, jak powtarza prokuratura… Nie zaprzeczam, że FLN popełniło zbrodnie, ale moją rolą była dyplomacja”.

Policja, oskarżająca FLN o przeprowadzenie na terenie Rwandy ataków w latach 2018 i 2019, określiła go natomiast jako „fundatora, lidera, sponsora i członka ekstremistycznych, zbrojnych, stosujących przemoc struktur terrorystycznych, włączając w to Rwanda Movement for Democratic Change”. Prezydent Kagame stwierdził, że oskarżony ma na rękach krew Rwandyjczyków i musi zapłacić za dokonane zbrodnie. Jednym z dowodów wskazujących na jego winę miało być zademonstrowane opinii publicznej nagranie, na którym mówi o konieczności przyspieszenia walki o wyzwolenie obywateli Rwandy przy użyciu wszelkich możliwych środków.

Najmocniejszym z dowodów wydaje się jak do tej pory pomoc finansowa, udzielona przez Rusesabaginę aresztowanemu kilka miesięcy wcześniej pod podobnymi zarzutami rzecznikowi FLN. Callixte Nsabimana, popularnie zwany „Sankara”, w trakcie pełnienia tej roli potwierdził między innymi odpowiedzialność organizacji za atak na pasażerski bus blisko granicy z Burundi, w którym zginęły dwie osoby, a osiem innych zostało rannych. Rusesabagina przyznał się do wysłania mu 20tysięcy euro, powiedział jednak, iż była to pomoc udzielona przyjacielowi, a nie fundusze przekazane na działalność ugrupowania.

Pełen niejasności proces rwandyjskiego polityka i celebryty doczekał się wielu komentarzy na arenie międzynarodowej, nie doprowadził jednak do zdecydowanych kroków i reakcji. Rząd USA oświadczył iż oczekuje od rządu w Kigali humanitarnego traktowania aresztowanego oraz przeprowadzenia jawnego i zgodnego z prawem procesu. „Human Rights Watch” stwierdziła natomiast, że odmowa przeprowadzenia zgodnego z prawem postępowania ekstradycyjnego ze strony rządu Rwandy świadczy o jego braku przekonania o tym, że ich dowody przeciw oskarżonemu wytrzymałyby niezależną kontrolę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *