Stara wojna nie rdzewieje. Starcia na granicy Armenii i Azerbejdżanu

12 lipca tego roku rozpoczął się kolejny przygraniczny konflikt zbrojny na linii Armenia-Azerbejdżan. Obie strony wzajemnie oskarżają się o jego wywołanie. Co ciekawe, przygraniczna wymiana ognia nie rozpoczęła się tradycyjnie na terenie Górskiego Karabachu, a  w innych przygranicznych obszarach. Azerskie Ministerstwo Obrony Narodowej w osobie Zakira Hasanova, oskarżyło Armenię o naruszenie zawieszenia broni i ostrzelanie z rejonu Tawusz prowincji Tovuz przy pomocy artylerii. W odpowiedzi na azerskie oskarżenia, Shushan Stepanyan, sekretarz prasowy armeńskiego MON-u wydał oświadczenie za pośrednictwem portalu Facebook. Według jego relacji, azerscy żołnierze mieli próbować przekroczyć granicę pomiędzy tymi dwoma obszarami  i wtargnąć na teren Armenii w aucie marki UAZ. Strona ormiańska dotarła jednak do tych informacji i zdołała odeprzeć nieprzyjaciela. Azerowie ponownie próbowali sforsować granicę, również nieskutecznie, wobec czego Ormianie rozpoczęli ostrzał artyleryjski pozycji wojsk azerskich w rejonie Tovuz.

Z godziny na godzinę docierały do opinii światowej coraz nowsze ustalenia i relacje. 13 lipca strona armeńska miała nawet ostrzelać rejon Nachiczewańskiej Republiki Autonomicznej – miasta Shahbuz i Julfa. Informacje o stratach są niejednoznaczne i trudno precyzyjnie określić liczbę ofiar. Armenia i Azerbejdżan prawdopodobnie nie podadzą oficjalnych informacji, chcąc obniżyć liczbę własnych strat.

Wśród społeczności międzynarodowej zawrzało. O wstrzymanie ognia i zawieszenie broni zaapelowały w imieniu Unii Europejskiej Francja i Niemcy, a także Stany Zjednoczone oraz Rosja. Ta ostatnia zaproponowała mediacje pomiędzy dwoma zwaśnionymi stronami. Jedynym znaczącym graczem, który jednoznacznie opowiedział się po którejś ze zwaśnionych, stron jest Turcja. Oskarżyła Armenię o eskalowanie konfliktu. Wpisuje się to w panturkijską politykę Recepa Tayyipa Erdoğana.

Mimo międzynarodowego apelu o pojednanie, Armenia i Azerbejdżan nie zaprzestały działań wojennych, a wymiana ognia przybiera na sile. Obie strony nakręcają swoje propagandowe machiny. Erywań i Baku oskarżają się nawzajem o mordowanie cywili oraz niszczenie ich domostw, a media prześcigają się w publikowaniu materiałów ukazujących przewagę własnej armii. Azerowie pochwalili się zniszczeniem ormiańskiej infrastruktury wojskowej, Ormianie natomiast szczycą się unieszkodliwieniem drona Elbit Hermes 900, który ich zdaniem został po raz pierwszy zestrzelony w bezpośrednim konflikcie zbrojnym.

Istotnym elementem propagandowym są również materiały informacyjne ukazujące zabitych żołnierzy, którzy jako męczennicy przelali swoją krew w obronie ojczyzny przed sąsiednim najeźdźcą. Azerbejdżan wykorzystuje aktywnie m.in. śmierć generała Popada Hashimova i pułkownika Ilgara Mirzoeva. Obie strony zmagają się z problemami wewnętrznymi coraz częstszymi przypadkami zakażonych COVID-19. Liczba zarażonych w Armenii to około 32 tys. osób na prawie 3 mln mieszkańców, w Azerbejdżanie natomiast jest to 25 tys. na prawie 10 mln. Konflikt zbrojny może pomóc odsunąć uwagę opinii publicznej od tych zagrożeń i pomóc skierować ją w zupełnie innym kierunku, czyli na długoletni konflikt o Górski Karabach. Świadczą o tym protesty, które przybierają na sile i wprost nawołują do dalszych rozwiązań siłowych. Trudno jednak powiedzieć na ile to spontaniczna, oddolna inicjatywa mieszkańców obu państw, a na ile inspiracja władz.

Wojna o Górski Karabach (20.02.1988–12.05.1994 r.) wpisuje się w serię konfliktów etniczno-terytorialnych, które wybuchły w wyniku rozpadu Związku Sowieckiego. Po upadku carskiej Rosji, obudziły się tendencje narodowyzwoleńcze, a  Górskich Karabach stał się areną rywalizacji młodych republik Armenii i Azerbejdżanu. W wyniku starć zbrojnych, teren przejęli Ormianie przy wsparciu przeważającej liczby swoich rodaków zamieszkujących ten rejon. Ostatecznym sędzią w tej wojnie miała być nowopowstała Rosja Sowiecka. Kierując się ideą „dziel i rządź”, zadecydowała o przekazaniu Górskiego Karabachu Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej w 1923 r. Teren ten nazwano Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny. Dołączył do niego drugi obszar autonomiczny – Nachiczewańska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka. Był to twór przypominający Obwód Kaliningradzki, tyle że na Kaukazie.

Ormianie nie pogodzili się z tym stanem rzeczy. Świadczą o tym pierwsze konflikty etniczne w przededniu upadku Związku Sowieckiego, które rozpoczęły się w 1987 r. Sławna masakra w Sumgaicie (luty 1988 r.) doprowadziła do kolejnych pogromów na ludności cywilnej obu narodów i migracji ponad 250 tys. ludności cywilnej, która udawała się do ojczyzn, znanych tylko z opowieści.

Przebieg działań wojennych obudził w obu narodach dawne demony. Żadna ze stron nie szczędziła w środkach, obie wykorzystały cały arsenał sowieckiego sprzętu i zostały wsparte nie tylko przez miejscową ludność, ale też rzeszę ochotników z zagranicy – swoich pobratymców oraz różnych narodowości dawnego Związku Sowieckiego. Mimo mniejszego zaplecza finansowego oraz demograficznego, zwycięską stroną okazała się Armenia. Ormianie byli bardziej zdeterminowani w tej wojnie i z większą zaciętością pokonać Azerów, którzy zmagali się z coraz większymi problemami wewnętrznymi.

Wiosną 1994 r. obie zwaśnione strony siadły do rozmów pokojowych pod patronatem OBWE – powołana do tego celu została tzw. Grupa Mińska zrzeszająca m.in. Rosję, USA, Francję i Niemcy. Armenia żądała uznania Górskiego Karabachu za państwo niepodległe. Azerbejdżan całkowicie odrzucił możliwość takiego rozwiązania. Ostatecznie doszło do podpisania zawieszenia broni. Ormianie osiągnęli gorzki triumf,  powrót – ich zdaniem – odwiecznych ziem armeńskich, został okraszony deportacjami cywilnej ludności azerskiej. Azerbejdżan musiał przyjąć około 750 tys. ludzi.

Ten brutalny konflikt nie został zażegnany do dnia dzisiejszego. Co roku dochodzi do kolejnych starć armii ormiańsko-azerskich. Grupa Mińska w dalszym ciągu próbuje go rozwiązać, jak na razie bezskutecznie. Pierwszą przeszkodą stojącą na drodze do pokoju są rządy w Erywaniu oraz Baku, które mogą wykorzystywać konflikt o Górski Karabach, w celu mobilizacji niezadowolonej sytuacją wewnętrzną opinii publicznej. Obie zwaśnione strony w przekazach medialnych podkreślają swoje idealne stosunki z Moskwą, która rozgrywa je w celu utrzymania jak największych wpływów w rejonie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *