Robert Mugabe nie żyje. Rządził Zimbabwe przez 37 lat

Robert Mugabe, lider afrykańskiej partyzantki walczącej podczas wojny w Rodezji (1964-1980) i późniejszy premier i prezydent tego kraju, który zmienił nazwę na Zimbabwe zmarł dziś rano w wieku 95 lat. Arcyciekawy świat kolonializmu w klasycznym wydaniu i zimnej wojny odchodzi do przeszłości na naszych oczach.

Mugabe rządził krajem 37 długich lat. Syn cieśli, który chciał zostać księdzem, zaczynał jako działacz antykolonialny w rządzonej przez białą mniejszość Rodezji. Wkrótce potem za swoją działalność został na 10 lat uwięziony. Gdy w 1974 roku wychodził na wolność, jego koledzy-działacze nie rozdawali już ulotek. Minowali drogi i napadali z bronią w ręku na posterunki sił porządkowych, choć w jeszcze nieporadny sposób. Nie byli najmocniejszą frakcją opozycji, wprost przeciwnie. Mugabe, objąwszy dowództwo nad rodzącymi się oddziałami, uporządkował szyki, na bazie doświadczeń chińskich, wietnamskich i kubańskich wypracował strategię walki partyzanckiej i tchnął nowego ducha w bojowników. Szybko zapracował na swoją legendę. Owszem, fatalnie uzbrojone, wyszkolone i zdyscyplinowane oddziały były z łatwością rozbijane przez siły rządowe. Jak jednak pokazał Wietnam, wojny partyzanckie wygrywa się na innym polu.

Robert Mugabe (1979)
Robert Mugabe (1979) Koen Suyk / Anefo [CC0]

Oddziały Mugabe stale przeciągały na swoją stronę słabo wykształcone masy wiejskie. Albo perswazją, pochylając się nad problemami ludzi, którzy nikogo nie obchodzili i uświadamiając politycznie, albo bezwzględnym terrorem. Czego było więcej to jedno z najważniejszych nierozstrzygniętych pytań tego konfliktu. Po niecałych 5 latach Rodezja jako państwo była w stanie rozkładu. Z rządem nie chciał współpracować nikt, oprócz 5% białych obywateli i to też nie było regułą. Biali w 1979 roku usiedli do rozmów, a rok później zorganizowali wolne, powszechne wybory. Zwycięski Mugabe był bohaterem czarnoskórych mas tak samo, jak opinii publicznej na całym świecie, która miała po dziurki w nosie wymysłów apartheidu.

Pierwsze 10 lat rządów Mugabe to odbieranie orderów, m.in. od brytyjskiej królowej, poklepywanie po plecach od możnych świata za zrównoważoną i odpowiedzialną politykę ekonomiczną i przecieraniu oczu ze zdumienia przez lokalnych białych farmerów nie wierzących, że maoistowski partyzant z buszu nie kazał im wszystkich rozwalić głów motyką w akcie zemsty. Wręcz przeciwnie – bojąc się ekonomicznej zapaści zezwolił na to, żeby kontrola nad gospodarką pozostała w rękach białych, choć podjął też ostrożną reformę rolną i kroki w kierunku zrównania pozycji białych i czarnych. Słupki rosły a Zimbabwe, od zawsze najbogatsze afrykańskie państwo tuż za RPA stabilnie sobie prosperowało.

Wydawało się, że rzeczywiście, partyzancki, komunizujący bojownik może stać się nowoczesnym przywódcą państwa. Obserwatorom umknął uwadze jeden fakt. W 1983 roku, trzy lata po zwycięstwie, do jednego z regionów sprzyjającego innej frakcji opozycyjnej przybyła 5. Brygada, gwardia przyboczna Mugabe, szkolona przez północnokoreańskich instruktorów. Robotę zakończyła 4 lata później z bilansem 20.000 ofiar. Badacze nieśmiało, choć słusznie, klasyfikują ten akt jako ludobójstwo. Tak w kraju, jak i za granicą, nie pochylił się nad tym nikt, bo wesele trwało w najlepsze.

No i w 1990 roku się zaczęło. Mugabe spodobało się rządzenie. Żeby rządzić, trzeba mieć poparcie. Wiedział o tym doskonale, przecież tak wygrał 15-letnią wojnę domową. I zagrał karta, której pod żadnym pozorem nie wolno mu było ruszać. Po 10 latach nawoływań do spokoju i harmonii, zagranie na sentymentach rasowych i ekonomicznych było wywróceniem stołu do góry nogami. Wskutek presji ze strony biedoty, Mugabe odebrał połowę ziemi białym obszarnikom, aby ją rozdystrybuować pomiędzy małych rolników, gnieżdżących się na poletkach. I rozdystrybuował. Pomiędzy swoich popleczników i partyjniaków. Rozpoczęła się ekonomiczna zapaść. W kraju, który mógł zbudować swój dobrobyt na rolnictwie, ziemia leżała odłogiem. Bo Mugabe ponad wszystko kochał władzę. Od tej pory przy okazji każdych kolejnych wyborów, wierne mu bojówki dokonywały samowolnych „wywłaszczeń kolonialistów”. Napadami, morderstwami i podpaleniami. Propagandą, populizmem wzbudzaniem strachu przed białymi i publicznym popieraniem „wywłaszczeń” budował poparcie wśród coraz bardziej ubożejącego społeczeństwa. Przekazywaniem połaci ziemi i nadawaniem przywilejów, kupował sobie opozycję, tak w swojej partii, jak i w innych. Biali, niepewni swego, w obawie o bezpieczeństwo i zabranie majątku, wyjeżdżali z kraju, który staczał się w ekonomiczną otchłań.

2009 rok. Zimbabwe zaprzestaje druku swoich banknotów. Inflacja wynosi 79600000000%. Najwyższy wydrukowany nominał widoczny jest na zdjęciu poniżej, potem pieniędzy po prostu nie było, bo posługiwanie się nimi nie miało sensu. Kraj wraca do handlu wymiennego lub rozliczeń dolarami amerykańskimi. Zimbabwe jest totalnie rozbite. Niedawny „spichlerz Afryki” żywi się z darów organizacji humanitarnych, gdyż ziemi, należącej już w większości do partyjniaków, nikt nie uprawia. Nieliczne farmy stoją puste, przecież biali wyjechali. We wszelkich rankingach ekonomicznych i poziomu życia Zimbabwe jest na szarym końcu. Nie wydobywa się nic, nie produkuje się nic. Pracować można, ale nie ma czym zapłacić. Można zarobić jedynie przez korupcję, wymuszenie, rozbój. W 2003 roku 63% obywateli żyło poniżej progu ubóstwa. A z upływem lat było coraz gorzej. Stary, schorowany, Mugabe, kurczowo trzyma się władzy, drenując kraj do końca.

Pierwsza dama, nazywana przez prasę „Pierwszą Kupującą”, młodsza od niego o 40 lat, przyciąga uwagę w eleganckich paryskich butikach. Gdy zauważono, że kupuje drogie buty, odparła „Mam bardzo wąskie stopy, więc noszę tylko Ferragamo”. Jej mąż, przy okazji każdych kolejnych wyborów nie stronił od zagrań poziomu Białoruś. Tajemnicze wypadki samochodowe, groźby i napady, po których kandydaci opozycji rezygnowali z udziału w wyborach, ciągłe czystki w partii. Nie oddał władzy nawet wtedy, kiedy będąc wyraźnie niedołężnym ukończył 90 lat. W końcu w 2017 roku w zamachu stanu od władzy odsunęła go armia. Niestety, poprawa sytuacji w kraju jest znikoma.

Niesamowita historia, od oczytanego „najbystrzejszego wśród partyzantów” i sprawnego rewolucjonisty, przez pupila Zachodu, po obrzydliwego satrapę, jakich afrykańska ziemia zrodziła wielu. Choć Mugabe na pewno wśród nich wybijał się na czoło stawki. Przykład upadku i tego, jak bardzo degeneruje władza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *