„Wpadła bomba do piwnicy…” czyli libańska wyliczanka.

W 2011 roku odbył się powszechny spis ludności w Polsce, a następny planowany jest na 2021 rok. Takie badania są bardzo cenne dla państwa, ponieważ ukazują jakie zmiany następują w społeczeństwie, ale z perspektywy zwykłego obywatela są one niemal niezauważalne. Jednakże jest kraj, w którym od takiego spisu zależy zasadniczo wszystko.
Mowa o Libanie, w którym cała jego współczesna historia ˗ w tym najtragiczniejsze lata 1975˗1989, gdy trwała wojna domowa ˗ oscyluje wokół tego spisu. Jednak jak powszechny spis ludności może mieć tak ogromny wpływ na życie i historię kraju? Żeby to zrozumieć należy cofnąć się do roku 1932 i zobrazować pokrótce jak wygląda system polityczny Libanu.
Nie skłamię twierdząc, że system ten jest jednym z najbardziej skomplikowanych na świecie. Już sama nazwa konfesjonalizm może większości osób nic nie mówić. Nazwa wywodzi się od łacińskiego słowa confessio czyli wyznania. Liban zamieszkuje ogromna ilość mniejszości religijnych, z których największe trzy to szyici, sunnici i maronici. Jak łatwo się domyśleć, w kraju o wielkości Dolnego Śląska, gdzie razem mieszkają muzułmanie trzech nurtów, a ponadto druzowie, prawosławni, protestanci, grekokatolicy i ormianie, to stworzenie systemu, który nie będzie dyskryminować i zadowoli każdego jest niezwykle ciężkie. Dlatego też Libanie postanowiono połączyć liczbę deputowanych bezpośrednio z procentem wyznawców danej religii w kraju. Tym samym w parlamencie libańskim zasiada 128 posłów, gdzie połowa miejsc (64) przypada po równo chrześcijanom i muzułmanom.
W ramach tych grup mamy kolejne podziały. I tak wśród muzułmanów jest: 27 szyitów, 27 sunnitów, 2 alawitów i 8 druzów. Natomiast chrześcijanie dzielą swoje mandaty pomiędzy: 34 maronitów, 14 prawosławnych, 8 melchitów, 5 Ormian ortodoksyjnych, 1 Ormian-katolików, 1 protestantów i 1 pozostałych chrześcijan. Do tego trzy najważniejsze urzędy w państwie muszą być obsadzone przez przedstawicieli trzech największych grup wyznaniowych. I tak Prezydent jest maronitą, Premier – sunnitą, a Przewodniczący Zgromadzenia Narodowego – szyitą. Partii politycznych jest wiele i poza tym, że reprezentują daną ideologię, to jeszcze konkretną religię, choć w tym przypadku ma ona znaczenie drugorzędne.
W Libanie działają dwa bloki polityczne, które wywodzą się z Cedrowej Rewolucji (2005 r.). Jest to: Sojusz 8 Marca (pro-Syryjski) i Sojusz 14 Marca (anty-Syryjski). Tym samym obecny rząd, który tworzy sojusz 8 marca, składa się zarówno z partii chrześcijańskich, jak  i muzułmańskich. Dlaczego dwa bloki polityczne w Libanie opowiadają się za bądź przeciw Syrii jest tematem na zupełnie inny tekst. Jednakże należy wspomnieć, że według nacjonalistów syryjskich Liban jest częścią terytorium Syrii, które zostało bezprawnie wykrojone przez Francuzów w czasach, gdy te tereny należały do francuskiego mandatu Libanu i Syrii. Przyczyna takiego rozwiązania nie jest istotna dla zrozumienia tego artykułu, jednakże trzeba zapamiętać, że związki kulturowe, gospodarcze i historyczne pomiędzy tymi krajami są po dziś dzień bardzo silne. Warto jeszcze zaznaczyć, że w latach 1943-1992 obowiązywał stosunek 6:5 na korzyść chrześcijan, natomiast obecne proporcje ustalono po wojnie domowej. Jak widać jest to niezwykle skomplikowany system, jednak po zarysowaniu jego charakteru można się cofnąć do roku 1932, czyli pierwszego i ostatniego spisu ludności Libanu.
Początkowo Liban miał wydzielić z mandatu francuskiego chrześcijan w odrębnym państwie, jednak byłoby ono naprawdę małych rozmiarów. Dlatego postanowiono dodać część ziem, by taki twór mógł być samodzielny. Dołączono dolinę Al Bikka oraz tereny za rzeką Litani. Jednak większość tych ziem zamieszkiwali muzułmanie i od razu stało się jasne, że Liban nie będzie krajem „tylko” chrześcijan. Finalnie według spisu ludności z 1932 roku chrześcijanie stanowili 55% i właśnie na tym oparto cały system polityczny opisywany przeze mnie wcześniej. Przypomnę, że jeszcze przed wojną stosunek w parlamencie był 6:5.
Jak łatwo się domyślić, od ostatniego spisu podział etniczno-wyznaniowy mógł zmienić się diametralnie. Nie trzeba też wytężonych badań, by stwierdzić, że chrześcijanie już dawno nie stanowią 55% społeczeństwa. Wystarczy przejechać się przez cały Liban i porozmawiać z miejscowymi by zobaczyć, że te proporcje dawno się odwróciły. Zdają sobie z tego sprawę również rządzący, dlatego nie przeprowadzają oni nowego spisu w celu zachowania status quo. Dlatego gdy miesiąc temu Libańska niezależna grupa badawcza Information International opublikowała wyniki badań nad społeczeństwem w kraju zawrzało. Oszacowali oni dane na podstawie statystyk wyborczych z 2018 roku i wyszło to, o czym większość zdawała sobie sprawę, ale nie było na to twardych dowodów. Wykazały one, że na ten moment chrześcijanie stanowią tylko 30,6% społeczeństwa, a muzułmanie 69,4%. Tym samym traktowani jako całość chrześcijanie są w mniejszości w stosunku do poszczególnych grup muzułmanów: szyitów ˗ 31,6% i sunnitów ˗ 31,3%. Największy przyrost procentowy zaliczyli natomiast alawici, którzy na ten moment stanowią 6,5% społeczeństwa. Gdy nałożymy to na miejsca zapewnione prawnie w parlamencie od razu widać, że ten podział ma się nijak do struktury ludnościowej Libanu.
Pozostaje też pytanie o prawdziwość tych wyników i jak są ujęci Syryjczycy, którzy są w większości sunnitami. W szczytowym momencie wojny mówiło się nawet o 3,5 milionach obywateli tego kraju w Libanie. Wielu wykazywało chęć powrotu i nawet już to zrobiła, ale duża część z nich postanowiła zostać, ponieważ życie w Libanie w wielu aspektach jest po prostu lepsze. Nie wiadomo też co z Palestyńczykami, którzy przecież obywatelstwa nie mają, a są stałymi rezydentami w kraju.
W libańskich mediach rozgorzała dyskusja, ale jest ona bardzo delikatna i przypomina kroczenie po cienkim lodzie. Każdy podaje tylko wyniki badań agencji, zdając sobie sprawę z wagi tej informacji. Zresztą wojna domowa skończyła się zaledwie 30 lat temu i nikt nie ma zamiaru podsycać kolejnego konfliktu. Pamięć o masakrach, jak i ostatnich wojnach z Izraelem są dostatecznymi pomnikami, które przypominają o straszliwości wojny. Jednakże Liban jako „Las Vegas Bliskiego Wschodu”, kraj bankowości, zdaje sobie sprawę ze swojej wyjątkowości na tle całego regionu. To właśnie w bankach tego kraju trzymane są ogromne ilości pieniędzy z całego Bliskiego Wschodu i dlatego wszystkim ˗ a zwłaszcza Libańczykom ˗ zależy na spokoju, który gwarantuje zyski. Tym samym wydaje się, że mimo wszystko wyniki tych badań nie wpłyną znacząco na sytuację wewnętrzną kraju. Liban ma inne zmartwienia w postaci rzeszy uchodźców czy nieuznawana granica z Izraelem. Jednak te badania pokazują, że problem systemowy wciąż jest i prędzej czy później Libańczycy będą musieli się z nim zmierzyć. Osobiście mam nadzieję, że ta swoista libańska wyliczanka obejdzie się bez kolejnej, wyniszczającej wojny domowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *