Gaza w ogniu – znak, że wybory już blisko.

Wybory to czas kiedy obserwujemy, że polityka często zamienia się w istny jarmark i festiwal obietnic. Widzieliśmy piosenki disco polo, bardzo słabej jakości spoty wyborcze, wyjątkowo nieudane billboardy, o ściągniętych z kosmosu obietnicach czy o populizmie nawet nie wspominając. Jednak jest kraj gdzie kampania wyborcza poza zażenowaniem wyborców zbiera również krwawe żniwo.

Kneset, czyli izraelski parlament, ma tą przypadłość, że rzadko kiedy doczekuje końca swojej kadencji. Wynika to z dość dużego rozdrobnienia politycznego i niskiego progu wyborczego (3,25%). W obecnym 120 osobowym Knsesecie znajduje się 10 partii. Gdy skonfrontujemy to z 460-osobowym polskim parlamentem, w którym mamy tylko 5 partii, widać jak mocno rozdrobniona jest scena polityczna w Izraelu. Skutek tego jest taki, że nigdy jeszcze w Knesecie nie zdarzyło się żeby jedna partia osiągnęła większość parlamentarną. Tym samym partia, która wygrywa wybory zawsze musi wejść w koalicje i to często z wieloma ugrupowaniami. Każda z nich ma swoje postulaty i poglądy, co często doprowadza do konfliktu wewnątrz ugrupowania, a w konsekwencji rozwiązanie koalicji.

Nie inaczej było z obecnym rządem. Prawicowa koalicja złożona z partii Likud (Unia), Jahadut HaTora (Partia Tory), Ha-Bajit Ha-Jehudi (Żydowski Dom), Szas (Sefardyjska Partia Strażników Tory) oraz Kulanu (My wszyscy) rozpadła się. Doszło do tego za sprawą partii Jisra’el Betenu, (Nasz Dom Izrael), która dołączyła do koalicji w 2016 roku, by opuścić ją w 2018 roku. Główną osią niezgody miało być podpisanie porozumienia z Palestyńczykami po największych starciach od 2014 roku. Awigdor Lieberman szef partii Jisra’el Betenu nie mógł tego zaakceptować. Należy on bowiem do tzw. grupy jastrzębi, która nie przyjmuje żadnego kompromisu w kwestii palestyńskiej.

Binjamin Netanjahu

Binjamin Netanjahu zwany „Bibi” pojawił się na izraelskiej scenie politycznej w latach 90. Był on zdecydowanym przeciwnikiem porozumienia z Oslo mówiąc, że to wstęp do unicestwienia państwa Izraela. Od 2009 Netanjahu pełni nieprzerwanie funkcję premiera wygrywając kolejne wybory. „Bibi” jak mało który izraelski polityk stosuję retorykę apartheidu w stosunku do Arabów i Palestyńczyków. Dobitnie o tym świadczy zdanie, które wypowiedział na początku marca: „Izrael nie jest państwem wszystkich swoich obywateli”. Słowa te znalazły się w ogniu krytyki opinii publicznej w kraju w tym gwiazd  popkultury jak Natalie Portman czy Rotem Sela. Natomiast najpopularniejsza izraelska aktorka – Gal Gadot, znana z roli Wonder Woman, skrytykowała Binjamina Netanjahu takimi słowami: „Nie ma znaczenia prawica czy lewica. Żydzi czy Arabowie. Laicy czy religijni. Znaczenie ma dialog dla pokoju i równość oraz tolerancja jednych wobec drugich”.

O ile nie można odmówić Binjaminowi Netanjahu bycia naprawdę sprawnym politykiem, to jednak w kwestii palestyńskiej ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że prowadzi bardzo osobistą politykę. W 1976 roku brał on udział wraz ze swoim starszym bratem – Jonatanem – w operacji odbicia z rąk Palestyńczyków porwanego samolotu w mieście Entebbe. W akcji zginał tylko jeden izraelski komandos i był to brat przyszłego premiera Izraela. Nie do końca są znane okoliczności jego śmierci, ale jedną z wersji jest to, że zginął przez swojego brata. Binjamin Netanjahu miał nie wytrzymać presji i zbyt wcześnie zacząć strzelać do strażników. Jaka by nie była prawda faktem jest, że Jonatan Netanjahu zginął podczas akcji, co na pewno musiało mieć wpływ na Binjamina Netanjahu i jego stosunek do Palestyńczyków.

Jair Lapid

Wybory od 1996 de facto wygrywają partie prawicowe, a od 10 lat nieprzerwanie rządzi Binjamin Netanjahu, jednak w nadchodzących wyborach zwycięstwo wcale nie jest tak oczywiste. Wszystko to za sprawą centrolewicowego sojuszu pod nazwą Biało-Niebiescy, który tworzą trzy partie. Dwie najważniejsze to: Hosen L’Yisrael (Moc Izraela) Benny’ego Ganca i Jesz Atid (Jest Przyszłość) Jaira Lapida.

Obraz przedstawia portret Binjamina Ganca
Binjamin Ganc

Sojusz ten ma być siłą, która pozwoli w końcu zdetronizować Likud Binjamina Netanjahu. Według ostatnich sondaży Biało-Niebiescy mogą liczyć na 33 miejsca w Knesecie, co oznaczałoby zwycięstwo nad Likudem. Problemem tego sojuszu jest to, że inne mniejsze partie, które do tej pory były członkami koalicji rządzącej mogą nie być skłonne do zawarcia porozumienia z sojuszem Biało-Niebieskich. Niemniej retoryka wyborów zmierza do tego, czy jesteś „za” czy „przeciw” Netanjahu.

To, że obecny premier Netanjahu musi bać się o swoją ponowną elekcje jest ewidentnym przykładem zachodzących przemian w społeczeństwie izraelskim. Oczywiście spadek poparcia dla Netanjahu ma też związek z toczącym się postępowaniem korupcyjnym przeciw niemu. Jednak jeśli mówimy o kwestiach przemian społecznych najlepszym przykładem jest prozaiczny postulat uruchomienia komunikacji zbiorowej w Szabat. Do tej pory temat ten był postulowany przez Jaair Lapida i Binniego Ganca, lecz był w ogóle nie do ruszenia. Jednakże wraz z rosnącym dla nich poparciem, okazało się że sam Binjamin Netanjahu też popiera takie rozwiązanie.

Jednak to, jak bardzo zaostrzyła się kampania wyborcza w Izraelu mogliśmy odczuć nawet w Polsce. Jaair Lapid był autorem słów o „polskich obozach śmierci”, które rozpaliły rok temu pierwszy kryzys dyplomatyczny Polski i Izraela. Polski rząd, a dokładnie MSZ, o którym bynajmniej nie wyrażałem się w superlatywach, nie wyczuł sprawy i ruszył do ofensywy, która skończyła się sromotną klęską i stratą wizerunkową naszego kraju. Tymi słowami Jaair Lapid chciał pokazać prawicowemu elektoratowi, że może on tak samo sprawnie bronić izraelskich interesów jak Binjamin Netanjahu. Kolejnym aspektem kampanii były kolejne wypowiedzi obecnego premiera w Polsce podczas konferencji odbywającej się w Warszawie, które doprowadziły do dalszych zaostrzeń na linii Warszawa-Tel Aviv. Nie od dziś wiadomo, że to, co najlepiej działa mobilizująco na wyborców jest strach, a Binjamin Netanjahu ma sojusznika, który jak mało kto potrafi go wywołać.

Hamas nieprzerwanie rządzi w Strefie Gazy wygrywając każde kolejne wybory. Ruch ten nie ma tak naprawdę żadnego programu wyborczego poza obietnicą krwi i walki do upadłego z odwiecznym wrogiem. Jednakże raz na jakiś czas muszą przypomnieć o tych „złych”, żeby ludzie wciąż chcieli walki i zemsty. Gdy 14 marca ze Strefy Gazy poleciały rakiety w stronę Izraela, Hamas tym samym chciał przypomnieć Izraelczykom, że terror jest realnym zagrożeniem. Przekonać ich, by głosowali na Netanjahu, z którym żaden pokój nie grozi. Gdy trwa konflikt, każdy sprzeciw wobec władzy można napiętnować jako zdradę. Fatah, który rządzi na Zachodnim Brzegu Jordanu stara się nie prowokować Izraela, wiedząc, że rakietami, groźbami czy odmową prawa do istnienia Izraela nic nie wskóra. Wprawdzie na Zachodnim Brzegu nie żyje się kolorowo, ale w ogóle się żyje, czego nie można powiedzieć o strefie Gazy.

Hamas buduje narrację, że za wszelkie możliwe krzywdy jakich doznają odpowiadają wyłącznie Izraelczycy, a Fatah dopuszcza się zdrady współpracując z nimi. Binjamin Netanjahu poprzez swoje wypowiedzi, czy po prostu rozkazy, doprowadza do śmierci kolejnych Palestyńczyków. Hamas w ramach odwetu sieje strach poprzez zamachy na Izraelczykach mobilizując elektorat zwolenników rozwiązań militarnych. Tym samym wytworzyła się symbioza pomiędzy Likudem a Hamasem, gdzie jednym i drugim jest na rękę władza tych drugich. Tak jak w 2014 roku, kiedy w ramach operacji „Ochronny Brzeg” siły wojskowe Izraela pacyfikowały Strefę Gazy dając ogromny głos poparcia Netanjahowi. Tak samo dziś 3 brygady stoją u granic palestyńskich gotowe by uderzyć.

Niestety wybory w Izraelu to coś więcej niż wyciągnie brudów, obrażanie się nawzajem oraz poniżanie się, żeby tylko zdobyć kolejne głosy. To walka dosłownie na śmierć i życie w celu wdrożeniu własnej wizji kraju. Wydaje się że premier Binjamin Netanjahu za bardzo wczuł się w słowa Nicola Machiavellego że „cel uświęca środki”, ponieważ w znacznym stopniu cel został przyćmiony przez środek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *