Tożsamość macedońska a spór z Grecją. U źródeł konfliktu.

Republika Macedonii Północnej to bodaj najbardziej zapomniana z byłych republik jugosłowiańskiej federacji. Mała, dość biedna i mocno wysunięta na południe, podczas dramatycznej dezintegracji związku południowych Słowian w latach 90., stosunkowo dyskretnie usunęła się w cień. Wcale nie oznacza to jednak, że jej losy toczyły się stabilnym i pokojowym torem. Przeciwnie – państwo to w swojej 28-letniej historii ma na koncie 3 oficjalne nazwy, śmierć prezydenta w katastrofie lotniczej i zbrojny konflikt na tle etnicznym, który wciąż grozi eskalacją. Jednak tym, co przysporzyło Macedończykom największych trudności był ciągnący się dekadami spór o nazwę kraju, skutecznie uniemożliwiający swobodne funkcjonowanie w europejskiej polityce. Dziś, w dobie nowego otwarcia w stosunkach z Grecją i historycznych zmian w tej byłej jugosłowiańskiej republice, warto napisać kilka zdań o tym, jak przez lata przebiegał spór na linii Skopje – Ateny.

Pomnik Filipa II Macedońskiego w Skopje
Długa ręka Bułgarii

Odwoływanie się do starożytnego dziedzictwa nie jest wymysłem naszych czasów. Nie jest nawet wytworem ruchów narodowych XIX wieku. To sztuczka stara jak świat, wszak już w średniowieczu prześcigano się w wymyślaniu coraz to bardziej bajecznych legend na temat pradawnego pochodzenia państwa czy dynastii. Kronika Fredegara z VII wieku w typowy dla tamtejszych czasów wyjaśnia genezę Franków. Według niej uciekająca z Troi ludność miała rozdzielić się na kilka grup. Jedna z nich, pod wodzą króla Francio, miała osiedlić się na terenach dzisiejszej Francji. Jeszcze inna miała przeistoczyć się w Turków. A skoro przy Troi jesteśmy, można cofnąć się jeszcze dalej i wskazać na mit założycielski starożytnego Rzymu, który objaśniał założenie miasta w sposób identyczny, jak ten przywołany w średniowiecznej kronice. Na tym tle mit o Wielkiej Lechii wcale nie jest fenomenem – przeciwnie, mająca swoje korzenie w średniowieczu opowieść jest zjawiskiem typowym dla narracji tożsamościowej. Pewną miarą powagi jest jednak branie tego wszystkiego na serio. Przykładając ją do romansu współczesnej Macedonii ze spuścizną kultury antycznej, musielibyśmy stwierdzić, że władze w Skopje były do niedawna poważne niczym konkurs piosenki Eurowizji.

Macedonia jest typowym przykładem regionu, którego nazwa historyczna trwa w zbiorowej pamięci o wiele dłużej niż ludność pierwotnie go zamieszkująca. Nie zamierzam roztrząsać wielowiekowych, skomplikowanych dziejów macedońskich, choć będę do nich nawiązywał. Zacznijmy od razu od roku 1945.

Koniec II wojny światowej to definitywny koniec dość długiego ciążenia Macedończyków ku Bułgarii. Przez szereg lat słowiańska ludność zamieszkująca dorzecze Wardaru była związana właśnie ze swoimi wschodnimi sąsiadami, będąc im bliska językowo, jak również kulturowo. „Bliska” nie oznacza jednak „tożsama”. W będącej w granicach Serbii, a potem Królestwa Jugosławii Macedonii dodatkowo wzmacniano poczucie odrębności tego regionu od Bułgarii, zwyczajnie Macedończyków wynaradawiając.

Granice Bułgarii po traktacie w San Stefano (1878).
Podział Macedonii po II wojnie bałkańskiej (1913).

Z drugiej strony w Sofii nigdy nie przestano marzyć o osiągnięciu granic wykreślonych w 1878 w San Stefano. To właśnie owa „Wielka Bułgaria” w myśl nacjonalistycznej ideologii miała być właściwym i pierwotnym kształtem państwa, który potem miał ulegać zmniejszeniu na skutek obcych spisków i kompromisów międzynarodowej polityki. Poczucie to zostało tylko wzmocnione na skutek wojen bałkańskich, kiedy to Bułgarzy zostali bezceremonialnie „wykolegowani” przez sojuszników – Serbów i Greków, choć z pewnością można by było użyć tutaj mocniejszego określenia. Po raz pierwszy okazja do rewanżu nadarzyła się podczas I wojny światowej, po raz drugi – gdy trwała jej dogrywka.

Dzień po zakończeniu niemiecko-włosko-wegierskiej inwazji na Jugosławię, w myśl wcześniejszych porozumień, na tereny Macedonii wkroczyła armia bułgarska. Jedynie zachodnia część kraju, zamieszkiwana przez Albańczyków, została przyłączona do włoskiego protektoratu Albanii, co zresztą umocniło tamtejszy separatyzm. Dzięki temu odżyły marzenia o Wielkiej Bułgarii. W niektórych kręgach macedońskich taki obrót spraw przyjmowano dość entuzjastycznie, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się klęski Greków i kolejnych korzyści terytorialnych. Zjednoczenie z Bułgarią mogło dać hipotetyczną możliwość przyłączenia terytoriów greckich i zrealizowania koncepcji Wielkiej Macedonii.

Koncepcja ta nie była niczym nowym. W dwudziestoleciu międzywojennych forsowała ją nacjonalistyczna i terrorystyczna Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna (VMRO). Szybko złapała ona kontakt z chorwackim ruchem ustaszy, wspólnie organizując zamach na króla Aleksandra I w 1934 roku. Jej program zawierał się w haśle zjednoczenia wszystkich ziem uznawanych za bułgarskie. Dążenie do zjednoczenia Macedonii w jej geograficznych granicach było zatem związane z jej uczestnictwem w Wielkiej Bułgarii. Jej lider, Iwan Michajłow, nie poprzestawał w osiągnięciu tego celu, kolaborując podczas wojny z nazistowskimi Niemcami. Z jedną małą zmianą – w 1941 roku wyrzekł się „bułgarskości”, postulując stworzenie niezależnej Macedonii.

Okupacja Jugosławii przez państwa Osi

Ostatecznie jednak, mimo klęski Grecji, południowa Macedonia i Saloniki nie zostały przyłączone do Bułgarii, w odróżnieniu od Tracji. Okupacja bułgarska przyniosła rozczarowanie Macedończykom. Sofia nie akceptowała żadnej formy lokalnej odmienności, od podstaw bułgaryzując ludność. Opór przybrał jednak nieco inną formułę niż w pozostałych regionach Jugosławii, co zresztą jest kolejnym dowodem na mieszane nastroje ludności w kontekście przynależności państwowej. Gdy jugosłowiańscy komuniści wezwali swoje komórki w całym kraju do walki, komuniści macedońscy odmówili, tłumacząc się, że miejscowa ludność nie do końca popiera tę walkę, gdyż nie uznaje Bułgarów za okupantów. A w ogóle to macedońscy komuniści od teraz czują się bardziej związani z komunistami bułgarskimi.

Svetozar Vukmanović – Tempo wiele lat po wojnie.
Titowscy partyzanci a sprawa macedońska

Przepychanki trwały dwa lata. Partyzantka titowska na obszarze Jugosławii zdołała już rozwinąć się w najlepsze, podczas gdy w Macedonii nadal trwały walki frakcyjne, a rozwój oddziałów wiernych Ticie był wciąż w początkowej fazie. Te ostatnie podejmowały nieśmiałe akcje oporu, natomiast zdecydowana większość, wierna bułgarskiej partii komunistycznej, przejawiała postawę pasywną. Sytuacja zmieniła się wraz z przybyciem Svetozara Vukmanovicia-Tempy, który miał koordynować działania oddziałów wiernych Ticie. Vukmanović miał realizować nową taktykę względem Macedończyków. Skoro apelowanie do przynależności państwowej nie było skuteczne wobec sentymentów narodowych, uświadomiono sobie, że trzeba grać właśnie tę drugą grę. Sposobem na odciągnięcie Macedończyków od bułgarskiej przynależności narodowej było od tej pory wykreowanie przynależności zupełnie nowej – macedońskiej, choć bazującej na jakiejś formie poczucia odrębności.

W taki sposób w marcu 1943 roku narodziła się Macedońska Partia Komunistyczna, co nadało nowego impetu zwolennikom Tity. Była to nowa organizacja komunistyczna, oczyszczona z elementów probułgarskich i w swojej nazwie odwołująca się do niezależności. Szeregi partyzantki błyskawicznie rosły, co pozwoliło ogłosić powstanie podporządkowanej Ticie Macedońskiej Armii Narodowowyzwoleńczej. Do gwałtownych postępów w tej materii przyczyniła się zwłaszcza kapitulacja Włoch oraz słabnięcie Bułgarii, związane ze sporą liczbą dezercji z tamtejszej armii.

Mimo, że Ticie udało się wywalczyć zwierzchnictwo nad probułgarskimi konkurentami nie oznaczało, że nie uciekał on od rozgrywania kartą nacjonalizmu. Komuniści jugosłowiańscy, mówiąc o przyszłym włączeniu w skład federacji Macedonii, mieli na myśli nie tylko Macedonię Wardarską, ale całą Macedonię, również tę należącą do Grecji. Tak, bardzo możliwym jest, że Tito – przynajmniej na pewnym etapie – zamierzał włączyć do swojego państwa Saloniki! Między innymi temu właśnie celowi miało służyć rozwijanie tożsamości narodowej wśród Macedończyków. Z tego też powodu w miejscowej propagandzie nie eksponowano jednoznacznie antybułgarskiego stanowiska. Z jednej strony nie spotkałoby się z przychylnym przyjęciem wśród dużej części ludności, z drugiej – Wielką Macedonię jako spory organizm państwowy widziano po wojnie raczej jako część luźniejszej konfederacji jugosłowiańskiej, do której w zamyśle miała należeć oczywiście również Bułgaria.

Manifest ASNOM

Tak czy inaczej, wraz z postępem partyzantów podległych Ticie i zbliżającym się końcem wojny, tożsamość macedońska była błyskawicznie rozbudowywana. W 1944 roku skodyfikowano język macedoński, ostatecznie uznając go za odrębny od bułgarskiego i w tym języku prowadzono nauczanie na wyzwolonych terenach. Powołano też wtedy do życia Antyfaszystowską Radę Wyzwolenia Narodowego Macedończyków (ASNOM) – organ, który miał się zająć administracją nad terenami zajętymi przez partyzantów. Pierwszy zjazd ASNOM, zwołany w 41 rocznicę antytureckiego powstania illindeńskiego, nie poszedł jednak całkowicie po myśli Tity. Na jej przewodniczącego wybrano Metodiję Andonowa-Czento, reprezentującego wyraźnie niepodległościowy nurt. Czento zdecydowanie preferował zjednoczenie wszystkich trzech części Macedonii nad ścisły związek z Belgradem, co manifestował również po wojnie. Trzeba jednak dodać, że to samo postulowali jego przeciwnicy, upatrując jednak Wielkiej Macedonii w bardziej wiążącym związku z federacją jugosłowiańską. Niezależnie od frakcji, jednym z celów większości macedońskich komunistów było przyłączenie do niej także ziem należących do Grecji.

Metodija Andonow – Czento, pierwszy przywódca socjalistycznej Macedonii.
Ostateczne rozstrzygnięcia

Druga połowa 1944 przyniosła jeszcze dwa dość istotne wydarzenia. Na skutek nadchodzącej ofensywy Armii Czerwonej, Bułgaria przeszła na stronę aliantów. Tuż przed wycofaniem armii bułgarskiej z Macedonii, Niemcy próbowali użyć przewodniczącego VMRO, Iwana Michajłowa, do stworzenia marionetkowego państwa macedońskiego i zabezpieczenia sobie tyłów. Plan spalił jednak na panewce. Michajłow po przybyciu do Skopje, stwierdził, że „sytuacja jest nie do odratowania”, po czym siły Osi ewakuowały się z kraju. Wojska bułgarskie natomiast, już w sojuszu ZSRR miały wrócić na terytorium Macedonii, tym razem jako wyzwoliciele. Złośliwi stwierdziliby, że już drugi raz podczas tej wojny, gdyby nie to, że ich wkład w usunięcie sił Osi z Macedonii jest mocno kwestionowany, a dużo większą rolę przypisuje się, już wówczas ponad 60-tysięcznym, siłom partyzantki komunistycznej.

Lazar Koliszewski – następca Tity.

Tak czy inaczej II wojna światowa zakończyła się, a Macedonia ponownie weszła w skład Jugosławii. Tym razem jako republika – część składowa federacji. Rywalizacja sił podczas konfliktu doprowadziła do wykrystalizowania się odrębnej tożsamości macedońskiej. Nie sposób nie oprzeć się jednak wrażeniu, że odrębność ta była jednak mocno fasadowa. Tam, gdzie nie szła ona w zgodzie z główną linią partii, była natychmiast ucinana. Po ostatecznym zwycięstwie Tity i utrzymaniu Macedonii Wardarskiej w ramach federacji, rozpoczęło się masowe aresztowanie probułgarskich komunistów.

Czystki dotknęły również nieco bardziej nacjonalistycznie nastawionych działaczy, co siłą rzeczy uderzało w projekt rozszerzenia republiki na południe. Końcem tej idei były rozterki wśród macedońskich komunistów, dotyczące tego, czy wysyłać macedońskie oddziały do północno-wschodniej części kraju w celu pozbycia się niedobitków Osi, czy na własną rękę przeprowadzić inwazję na Grecję. Rozkazy Tity były tutaj jednoznaczne i nakazywały walkę przeciwko ustaszom. Niemniej fakt, że macedońscy towarzysze aż przebierali nogami na myśl o przyłączeniu południowej części regionu jest o tyle szokujący, co niemal nieznany w szerszej świadomości.

Ostatecznie sprawa skończyła się buntem, krwawo stłumionym przez oddziały wierne Ticie. Jak widać, o ile sprawa rozszerzenia granic Jugosławii wciąż była „na tapecie”, o tyle ponad wszystko jugosłowiański dyktator wymagał bezwzględnego posłuszeństwa. Sam Czento, przywódca macedońskich komunistów, ważna figura także i w dzisiejszej Macedonii Północnej, został krótko po wojnie aresztowany i skazany za szowinizm i macedoński nacjonalizm. Jak już wcześniej wskazano, był on zwolennikiem rozluźnienia związków z centralą, w zamian gorąco optując za próbą zjednoczenia wszystkich ziem macedońskich. W jego miejsce Tito przysłał szaleńczo mu wiernego Łazara Koliszewskiego. Kwestia przyłączenia południowej Macedonii do Jugosławii została odłożona na półkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *