Być jak premier Nikoła Gruewski w „Ściganym”.

Bałkańskimi mediami wstrząsnęła s̶e̶n̶s̶a̶c̶y̶j̶n̶a oczekiwana przez wszystkich wiadomość o ucieczce z kraju byłego premiera Macedonii, Nikoły Gruewskiego. Oficjalna wersja jest taka, że w okresie urzędowania polityk kupił kuloodporną limuzynę dla tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych za 600.000 dolarów. Oczywiście pozyskano ją od podmiotu wskazanego osobiście przez pana premiera. W maju br. sąd skazał Gruewskiego na dwa lata więzienia. Przy okazji ruszono też kilka afer korupcyjnych, więc sprawa jest rozwojowa. Samo napychanie kabzy kolegom przez polityków, jakkolwiek naganne, nie jest jednak żadną sensacją, chyba że w państwach pokroju Norwegii. Dlatego więc musi się pojawić drugie tło, a jest ono całkiem smakowite.

Nikoła Gruewski, fot. wikimedia.org

Gruewski jako polityk stworzył swoistą epokę w dziejach Macedonii. Wywodzi się z prawicowej, populistycznej partii VMRO-DPMNE i rządził krajem przez 10 lat, od 2006 do 2016 roku. To właśnie on stał na czele kampanii, która miała nie tyle co wzmocnić, ale w ogóle – zbudować w kraju poczucie tożsamości narodowej opartej na dość dyskusyjnym dziedzictwie starożytnej Macedonii. Miało być poważnie, jak zwykle wyszło śmiesznie – wie o tym każdy, kto przechadzał się pod Łukiem Triumfalnym w Skopje, gdzie przyjechał autostradą Aleksandra Macedońskiego. Albo oglądał mecz piłkarski na Arenie Narodowej im. Filipa II Macedońskiego. Robienie sobie jaj z historii na szczęście zakończyło się wraz z upadkiem długich, zahaczających o autorytaryzm rządów Gruewskiego w 2016 roku. Został odsunięty od władzy na skutek – a jakże – afery podsłuchowej i kilku innych i wielotygodniowych protestach, po których rozpisano przyspieszone wybory.

Przykład macedońskiej „antykizacji”, fot. archiwum autora

Władzę w kraju objęli socjaldemokraci, którzy zdecydowali się na trzy istotne posunięcia. Po pierwsze, dogadali się z miejscowymi Albańczykami, stanowiącymi 25% ludności Macedonii. VMRO jako partia o odcieniu nacjonalistycznym, w stosunku do mniejszości ( ̶j̶u̶ż̶ ̶n̶i̶e̶d̶ł̶u̶g̶o̶, nie no, głupi żart) albańskiej przyjęło politykę zatykania uszu i udawania, że Albańczycy w Macedonii nie istnieją. Lewica dostrzega tę kwestię. Albo przynajmniej całkiem solidny elektorat. Druga sprawa, kluczowa dla przyszłości kraju to rzecz związana z nazewnictwem. Skopje od lat jest w sporze w Grecją, gdyż tamta twierdzi, że postjugosłowiański kraj przypisuje sobie dziedzictwo starożytnej Macedonii, tak jakby ona sama miała z nią cokolwiek wspólnego. Żarty jednak się kończą, kiedy trzeba przestać się izolować i wejść do UE i NATO, a południowy sąsiad stawia wiążące weto, bez względu na wszystko. Póki co wydaje się, że problem będzie rozwiązany, a ów sympatyczny kraj będziemy niedługo nazywać Macedonią Północną. Do tematu z pewnością wrócimy. I w końcu trzecia sprawa. Zmiana rządów oznaczała również zmianę kierunku w polityce zagranicznej. Macedonia zdecydowanie zorientowała się na Zachód. Rządy Gruewskiego wprawdzie zaczynały się od kierunku na zachód, jednak w miarę upływu czasu VMRO stawało się pro-serbskie, czyli również pro-rosyjskie (tak się dzieje, kiedy starożytne dziedzictwo wjedzie za mocno).

I teraz biorąc to wszystko pod uwagę nasuwa się w sprawie Gruewskiego kilka tropów, czy raczej skojarzeń. Obecnym premierem kraju jest Zoran Zaew. W okresie protestów przeciwko VMRO był on liderem opozycji. Gruewski, próbując wtedy ratować stołek wszelkimi możliwymi chwytami, wniósł do sądu pozew przeciwko Zaewowi o zniesławienie, gdy ten na masowych wiecach oskarżał go o tuszowanie morderstwa, które miało zostać dokonane przez policjantów. Natomiast kolejnych kilka lat wcześniej, gdy Zaew był burmistrzem jednego z miast wszczęto przeciw niemu postępowanie w sprawie korupcji i defraudacji publicznych pieniędzy. Już wtedy będący w opozycji socjaldemokraci twierdzili, że to próba wykończenia konkurencji dla VMRO. Dodatkowym smaczkiem jest, że Zaewa ostatecznie ułaskawił ówczesny prezydent kraju, wywodzący się z tej samej partii co oskarżony. Interpretację zostawiamy Czytelnikom

Teraz role się odwróciły. To Gruewski jest zwierzyną. Został skazany i nie stawił się w więzieniu w wyznaczonym terminie. Gdzie jest? Na…. Węgrzech! W poniedziałek, 12 listopada br. wystawiono za nim list gończy, a już następnego dnia bezpośrednio zainteresowany poinformował, że wystąpił o azyl polityczny do tamtejszych władz. To ciekawa gra. Mamy bowiem kraj, który tym razem na poważnie aspiruje do bycia członkiem UE. Tymczasem jego władze ścigają byłego premiera, prorosyjskiego polityka, który ukrywa się na terenie jednego z krajów członkowskich. I to jakiego! U Viktora Orbana, jednego z najlepszych kumpli Putina. Czy więc proces Gruewskiego to rzeczywiście walka z korupcją? A może walka polityczna lub osobista zemsta? I ten niejednoznaczny aspekt węgierskiego azylu… już teraz mamy całkiem niezłe zamieszanie, a sprawa jest rozwojowa. Będziemy śledzić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *